Jedzenie w Peru

Jedzenie w Peru było ZNAKOMITE. Duży wybór i zróżnicowanie. Nie tylko pod względem smaków, ale i kategorii lokali, w których można zjeść. Zaczyna się od lokalnych knajp, gdzie „menu del dia” (menu dnia) tj. zupę (lub sałatka) z drugim daniem i napojem (czasem dodatkowo z deserem) można kupić za 3,50 sola (ok. 4zł).

W porządniejszych lokalach koszt jedzenia to kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt soli, ale zazwyczaj można się strasznie objeść. W przypadku „menu del dia” za 2-3 godziny trzeba znów szukać czegoś do zjedzenia. Lokalem, który wygrał wszystkie możliwe klasyfikacje podczas pobytu w Peru jest picaneteria La Capitana w Arequipie. [link]

Dziwią czasami powszechne w Peru zestawienia pokarmów, jak np. mięso z frytkami, ryżem i batatem. W zupach zazwyczaj ryż i ziemniaki (występują równocześnie). Czasami dość tłusto i ciężko ale… ZNAKOMICIE 🙂

Owocki to zupełnie inna jakość niż w Polsce. Duża różnorodność, dostępne w Peru owoce niespotykane są często w Polsce.

Śniadania czasami wliczone są w cenę noclegu (i wtedy zazwyczaj są słabe), a innym razem przygotowywane samodzielnie lub kupowane na ulicy.

Poniżej szczegóły w postaci zdjęć i opisów. Przy okazji informacja – prawie każdy posiłek fotografujemy przed konsumpcją – zwyczaj nabyty w tym roku od znajomych Japończyków – Nagisy i Yukiego 🙂

Główne dania

 Lima, lokalna knajpa – Caldo de gallina (czyli prawie rosół na kurzej łapce) wraz z menu zakładu.

GD 01

Nasca, Cevicheria – ceviche (czyli ryba w cytrynie i cebuli w akompaniamencie choclo czyli gotowanej kukurydzy) + placek jajeczny z warzywami.

GD 02

Arequipa, Cevicheria – Ceviche w trzech smakach i kolorach (ten czerwony z warzywem o nazwie rocoto, tak pikantny, że oczy na wierzch wychodzą!) w akompaniamencie chochlo, czyli kukurydzy gotowanej i cancha ser rana, czyli kukurydzy lekko wyprażonej. A do zapicia pisco sour, czyli drink na bazie pisco z limonką i białkiem surowego jaja. Pychotka.

GD 03

Arequipa, Picanteria La Capitana – menu, można zamawiać po pół porcji, mało pozycji ale wyśmienite! Najlepszy lokal na trasie!!! W środku wspólne stoły, dużo mieszkańców Arequipy. Zamówić ciężko nawet jak się zna hiszpański, bo nazwy potraw są lokalne, więc trzeba wypytywać, co w jakiej potrawie jest :).

GD 04

Arequipa, Picanteria La Capitana – Chancho al horno (czyli wieprzowina pieczona) + tallarin al horno (makaron z serem, jajkiem i przyprawami zapiekany – pychotka!!!)

GD 05

Arequipa, Picanteria La Capitana – Costillar frito (czyli najlepsze pieczone żeberka jakie w życiu jadłem!!! w akompaniamencie sałatki z surowej cebuli)

GD 06

Arequipa, wystawione przed wejściem menu lokalnej knajpy z okresu obiadowego (Almuerzo) z „aktywnie” zmieniającymi się pozycjami możliwymi do konsumpcji ;). Najwięcej lokalnych osób żywi się właśnie w takich jadłodajniach, koszt menu (zupa z gara tj. cazuela + drugie danie + deser + napój) to 7 lub 9 soli (1sol=1,20zł). W innych tego rodzaju knajpach ceny zaczynają się od… 3,5 sola. Jedzenie zazwyczaj dobre, porcje wymagają zjedzenia później kolacji. Warto sobie zrobić zdjęcie menu, bo zazwyczaj w środku lokalu jest niedostępne.

GD 07

Arequipa, Picenteria La Nueva Palomino – Caucho de queso (czyli ostra zupa, której najważniejszym składnikiem jest biały ser, dość przyjemne na początek, ale później okazuje się, że ser jest maksymalnie słony, a zupa baaaardzo pikantna), w tle do zapicia chicha (tutaj konsumujemy chicha de jora, serwowana w niewielu miejscach – napój lekko sfermentowany – coś jak polski popsuty kompot, zazwyczaj serwowana jest chicha morada – słodziutka jak kompocik, generalnie chicha to napój na bazie kukurydzy w odmianie czarnej).

GD 08

Arequipa, Picenteria La Nueva Palomino – Picante del dia (czyli miks tego, co knajpa poleca) + chicha de jora (fermentada 🙂 )

GD 09

Arequipa, Chicharroneria Quequita – chicharron (zapiekana świnia, prawie jak polskie golonko, mocno chrupiące), w tle caldo de lomos (zupa z kręgosłupa owcy, niektórym baaaardzo nie smakowała, a innym wprost przeciwnie) oraz lokalna lemoniada (fuj! Ani razu w Peru nie piliśmy dobrej lemoniady).

GD 10

Arequipa, Chicharroneria Quequita – ocopa arequipena (smażony serek z furą ziemniaków polanych lokalnym sosikiem, ser smaczny).

GD 11

Arequipa, Picanteria Ocopa – adobo (zupa z wkładką typu golonko, pychotka). Aga zaczęła gustować w tego rodzaju posiłkach. W Polsce golonka się nie dotykała :).

GD 12

Arequipa, Picanteria Ocopa – pastel de papa (zapiekane z serem i przyprawami ziemniaki), chicharron (zapiekana świnia), rocoto relleno (bardzo ostra papryczka nadziewana mięsem, po zapieczeniu dużo mniej pikantna niż na surowo), sałatka cebulowa (jak się pojawia sałatka jako dodatek, to właśnie najczęściej taka), cancha serrana czyli kukurydza lekko wyprażona oraz zapiekane bataty czyli słodkawe ziemniaki.

GD 13

Chuno molido – zupa z ziemniaka odwodnionego, czarnego (występuje jeszcze biała odmiana), smakowo troszkę zbliżona do grzybowej.

GD 14

Kurczak – bardzo popularne jedzenie w Arequipie i Cusco, w lokalu zazwyczaj dostępne są następujące opcje: 1 kurczak, 1/2 kurczaka, 1/4 kurczaka, 1/8 kurczaka. Na tym zazwyczaj się kończy menu lokalu. Każdorazowo kurczak występuje w akompaniamencie frytek (prawnie nigdy niedostępne są inne dodatki typu sałatka czy surówka), do picia, oczywiście, tylko napoje wysokocukrowe.

GD 15

Piqueo al plato – fura żarcia nie do przejedzenia – mięcho, cebula gotowana, ser, ostra papryczka, rocoto na smażonych bananach (niesłodkich) i zalane zupą (Przemek: odpadłem w połowie, mimo że to było jedyne danie tego wieczora). Wyjątkowo wróciliśmy jeszcze raz do tego lokalu, co zdarza się nam bardzo rzadko – trzeba kolejne wypróbowywać.

GD 16

Salchipapas – bardzo popularne danie – smażone parówki z frytkami. Można jeść jako obiad, kolację, przegryzkę (trochę mniejsze porcje 😉 ).

GD 17

Cuy – jeszcze w formie nieprzetworzonej, można sobie wybrać świnkę, którą chce się zjeść. Wystawka dostępna jest w lokalnej knajpie. Gotowy do spożycia z La Capitany.

GD 18

Sopa de quinua – zupa z quinuy, czyli zupa warzywna z malutką nibykaszą (ta nibykasza, to właśnie quinua, bardzo popularna tutaj, ponoć bardzo odżywcza).

GD 19

Chicharon de calamares – smażone kalmary.

GD 20

Alpaca a la parilla – czyli smażony kotlet z alpaki. Skonsumowany z ciekawości w Aguas Calientes. Porcja maluteńka, jak całe jedzenie w Aguas Calientes. W smaku zbliżone do dobrze wysmażonej wątróbki. Nic nadzwyczajnego.

GD 21

Nie samymi specjałami peruwiańskimi człowiek żyje, ale i także… pizzą. W Aguas Calientes tym daniem można było najbardziej pojeść.

GD 22

Jedzenie uliczne w Aguas Calientes – costillar, czyli przepyszne żeberka, ale wielkość porcji dla niemowlaka. GD 23

 

Owoce

Zaczynając od góry: granadilla (dużo pestek w środku otoczonych bardzo przyjemną warstwą nibygalaretki, pychotka!!!), tumbo (podobne konsystencją do granadilli, smak zbliżony do agrestu), jabłko (jeden z droższych owoców! import z Chile), palta (czyli awokado, ilość rodzajów awokado w Peru jest duża, różny smak i konsystencja), platanos bizcochitos (czyli malutkie i słodziutkie bananki na dwa ugryzienia), mandarynka (sama słodycz), w środku pepino melon (czyli ogórko-melon, można zagryzać zamiast jabłka, supersoczysty).

O 01

Zaczynając od góry: tuna blanca (owoc kaktusa, smak „ciekawy” :)), platanos (banany w stylu nieeuropejskim, całkiem proste, w środku różowawe, polecane dla diabetyków, pychotka!), czekolada ze znamienitej lokalnej wytwórni (niby mleczna, ale jednak gorzka i polskie czekolady są najlepsze!), mandarinas (czyli przesłodkie i soczyste mandarynki).

O 02

Zaczynając od góry: aguaje (owoc z dżungli, wygląda jak szyszka, twardy jak kamień, pod skórką troszkę miąższu, a dalej olbrzymia pestka, ponoć robi się z tego sok lub można jeść bezpośrednio, ale chyba coś nie tak z naszym owocem, bo niesmaczny, dowiedzieliśmy się, że trzeba go wymoczyć, by skórka lepiej schodziła, ale jakoś o tym zapomnieliśmy i finalnie był to jeden z trzech owoców, które dotychczas wyrzuciliśmy),  tuna blanca (owoc kaktusa), granadilla (pychotka!!!), chirimoya (zwana owocem inków, zbliżona w smaku do gruszki ale bardziej słodka, uwaga na bardzo twarde pestki, dobra), proste banany i w środeczku mandarynki.

O 03

Zaczynając od góry: mango, lucuma (zbliżony w smaku do batata/camote, a więc bardziej warzywo niż owoc, ale był na dziale z owocami, drugi owoc, który wyrzuciliśmy, w środku bardzo suchy, ponoć robi się z niego dodatki do lodów i napojów), granadilla, jabłko, banan.

O 04

Zaczynając od góry: granadilla, banany, chirimoya, pepinillo (w Cusco pepino melon już nazywa się inaczej, na szczęście smakuje tak samo dobrze), jabłko, w środku blanquillo (coś zbliżone do brzoskwini ale bardziej cierpkie w smaku).

O 05

Aguaymanto – owoc przed i po obraniu. Przed obraniem podobny do niczego, po obraniu zbliżony do maleńkich pomidorków, a w smaku po prostu pychotka, słodko-kwaśny, z miąższem.

O 06

Śniadania

Arequipa, śniadanie w lokalnej jadłodajni – po lewej quinua, po prawej kiwicha, na froncie „pan con palta” (chlebek z awokado, bez żadnego masła czy innego smarowidła, po prostu buła rozcięta na pół i w środku mająca kilka plasterków awokado) – typowe tutejsze śniadanie, pożywność wynika z płynów. Jak komuś mało jedna szklanka, to domawia kolejne. Cennik bardzo prosty – wszystko po 1 sol. Rodzaj jedzenia dostępny także na ulicy.

S 01

Arequipa, śniadanie w lokalnej jadłodajni – wystawione na wejściu do lokalu posiłki możliwe do skonsumowania.

S 02

Śniadanie przyrządzone samodzielnie po zakupach w markecie – soczki z granadilli i papayi, jogurt, dżem, pieczywo sucharkowe i słodkie, banany, awokado, tumbo.

S 03

Śniadanie polsko-peruwiańskie. Ze strony polskiej występuje krakowska sucha, świeżo przywieziona przez Agatę z Polski. Ze strony peruwiańskiej mamy: po dwie bułeczki na osobę + jeden mały kawałek masła + troszkę dżemu, a do picia mate (tutaj z liści koki) lub kawa (obrzydliwa, do wrzątku dolewamy napar z neski) lub jakiś dziwny płyn (chyba na mleku). Strona polska wygrywa.

S 04

Inne

Przegryzka, która bardzo nam zasmakowała – Quillabamba chicharon, czyli przegryzki o smaku boczku (Tocineta), zwane przez nas „świńskimi skórkami”.

I 01

Empanadas – bułeczki serwowane na gorąco z różnistym nadzieniem – mięso, ser, kiełbaski, czasem jakieś warzywa. Zazwyczaj jako przegryzki, czasami wraz z dodatkami jako danie obiadowe. Do zapicia Cola Escoresa czyli lokalna coca-cola, która koło coca-coli nawet nie stała. Brrrrrr.

I 02

Pisco – peruwiańska wódka 40% na bazie winogron, pita solo jest dobra tylko w dużych ilościach, do konsumpcji możliwa także w formie drinka (min. pisco sour).

I 03

Piwko peruwiańskie w słusznym rozmiarze 620ml (niestety niedobre) wraz z karteczką pozwalającą dokonać zwrotu butelki.

I 04

Czas na kawkę, kawiarnie nie są zbyt popularne, ale jak się trafią, to pełna kulturka (np. kawka+książeczka do poczytania) i bardzo smaczna kawa. Trzeba sprawdzać, czy mają ekspres, bo potrafią sprzedawać rozpuszczalną nescafe jako…. americano.

I 05

Lody – tradycyjny deser w Arequpie – posypane są cynamonem.

I 06

Czekolady – po prawej wersja dla turystów czekolady (cieniutkiej, jak się okazało po rozpakowaniu, oczywiście nie doczytaliśmy, że to 85g) z migdałami (znaleźliśmy w tabliczce 4 małe kawałki), a po lewej czekolada prosto z ziaren kakaowca, przygotowana do podawania na gorąco jako płyn (a co nam to, konsumujemy jak tabliczkę 😉 ).

I 07

Rum – drugi najpopularniejszy napój wysokoalkoholowy w Peru, koszt butelki 1 litr ok. 30zł.

I 08

Churros – kontynuacja tłustego jedzenia, tym razem w formie deserku/wieczornej przegryzki, oczywiście posypane obficie cukrem.

I 09

Wafelki zbożowe z polewą z czekolady zakupione od producenta rzemieślniczego w Ollantantaytambo. Znakomicie ładują akumulatorki, ale troszkę się rozpadają przy dłuższym noszeniu w bagażu. Chyba za mało syropu glukozowo-fruktozowego ;).

I 10

Inca Kola – duma narodowa Peru. Napój, który był typowo peruwiański, później zakupił go koncern Coca-Cola. Piją go dzieci i rodzice. Obok Coca-Coli i chichy można go kupić w każdej wypasionej restauracji oraz podrzędnej jadłodajni . W smaku… okropny. Paskudna lemoniada, w której jest więcej cukru niż w Coca-Coli. Brrrr.

I 11

Posiłek Miszczów – czyli tuńczyk z oliwkami i bułką w Hidroelectrica, po zakończeniu pieszego powrotu z Aguas Calientes. Pychotka :).

I 12

Ciekawostka kulinarno-zdrowotna. Promocja – przy zakupie o wartości minimum 30 soli dostaniesz zniżkę na zakup hamburgera z frytkami i wysokosłodzonym napojem. Promocja w … aptece.

I 13

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s