Parki Narodowe Terytorium Północnego

Okres pomiędzy 20 lipca a 16 sierpnia 2016, czyli blisko miesiąc, podróżowaliśmy po obszarze Terytorium Północnego (Northern Territory). Była to nasza druga wizyta w tym stanie podczas tej wyprawy. Tym razem większość czasu spędziliśmy odwiedzając tamtejsze parki narodowe. Było warto, widzieliśmy wiele miejsc godnych polecenia osobom, które planują wizytę w Australii.

 

Caranbirini Conservation Reserve – Małe Zaginione Miasto (Little Lost City)

Po przekroczeniu granicy pomiędzy stanami Queensland i Terytorium Północne kontynuowaliśmy naszą podróż przemieszczając się drogą o nazwie Savannah Way. Od czasu do czasu zbaczaliśmy z drogi głównej do wybranych atrakcji. Pierwsza z nich to Caranbrini Conservation Reserve, miejsce bardzo łatwo osiągalne z uwagi na dobry dojazd (po drodze asfaltowej) oraz położenie (blisko drogi głównej). Zobaczyć tutaj można charakterystyczne formy skalne utworzone ze stwardniałego piasku. W bardzo odległej przeszłości tereny te znajdowały się pod wodą, następnie, w skutek zmian klimatycznych i tektonicznych, „wynurzyły się” na powierzchnię. Pierwotnie krajobraz w tym miejscu wyglądał zupełnie inaczej, piasek był zwarty i tworzył jednolitą masę. Dopiero wraz z upływem czasu zaczął formować się współczesny krajobraz, co było związane z tym, że piaskowe skały podlegały erozji pod wpływem wiatru i wody. Tego typu formacje skalne określane są mianem „zaginione miasto” (Lost City), być może ze względu na fakt, że z daleka wyglądają one jak budynki mieszkalne. Spacer pośród nich zajął nam nie więcej niż godzinę. Opisywane Zaginione Miasto nie jest jednak zbyt okazałe. W Australii jest jeszcze kilka miejsc o takiej samej genezie, z czego nam udało się zobaczyć dwa inne. Jedno z nich trafiło na naszą osobistą listę najpiękniejszych zakątków Australii (nasze prywatne TOP3) :).

 

 

Park Narodowy Limmen – Lost City, „lost” zawieszenie

 Na mapie park ten prezentuje się dość dziwnie – przez teren parku prowadzi 380-kilometrowy fragment Savannah Way, odcinek bez asfaltu, do tego z nawierzchnią o bardzo słabej jakości (miejscami gorszą niż na Półwyspie York). W parku jest kilka pól campingowych i tylko jedna konkretna atrakcja czyli Południowe Zaginione Miasto (Southern Lost City), która… powaliła nas na kolana i trafiła do naszego prywatnego TOP 3. Pochodzenie występujących tu formacji jest identyczne jak miało to miejsce w przypadku  Caranbirini Conservation Reserve z tą różnicą, że znacznie wyraźniej widać „zarys budynków”. W miejscu tym spędziliśmy dwa dni, odpoczywając po trudach podróży na Cape York oraz napawając się niezwykłym widokiem bezpośrednio z campingu, na którym nie było wielu turystów. Miejsce to nie jest zbyt dobrze znane nawet wśród Australijczyków, dzięki czemu jest naprawdę magiczne. W tym czasie obserwowaliśmy także licznie występujące w parku ptactwo oraz odbyliśmy trzygodzinny spacer po Zaginionym Mieście, który uznajemy za jeden z ciekawszych, jakie do tej pory przeszliśmy w Australii. Z miejscem tym wiąże się jeszcze inne nasze wspomnienie, prawdopodobnie to właśnie tam połamaliśmy sprężynę w zawieszeniu przyczepki, o czym mieliśmy się dowiedzieć dopiero po przejechaniu kolejnego tysiąca kilometrów :). Ale ten szczegół w tej historii jest nieważny. Naprawdę warto było „odkryć” ten zakątek.

 

 

Park Narodowy Elsey – Orzeźwiające kąpiele w gorących źródłach

Park zlokalizowany jest niedaleko cywilizacji tj. około 100 km na południe od miejscowości Katherine (jedno z największych miast stanu pod względem liczby mieszkańców), a jego dwie najważniejsze atrakcje to: Thermal PoolsBitter Springs. W obu miejscach można bezpiecznie, tj. bez towarzystwa krokodyli występujących w większości wód w tej części Australii, zażywać kąpieli wodnych. Do tego są to kąpiele w gorących źródłach, ale temperatura wody nie wydaje się zbyt wysoka, a na pewno jest zdecydowanie niższa od temperatury powietrza. Wspominając kąpiele w gorących źródłach na Islandii, musimy stwierdzić szczerze, że „moczenie ciałka” w Australii nie tworzy aż takiego fajnego klimatu. Natomiast na korzyć kąpieli w Australii wskazać należy możliwość pływania w krystalicznie przejrzystej wodzie. Nam szczególnie przypadło do gustu miejsce zwane Bitter Springs, ze względu na swoją naturalność i niewielką liczbę turystów. To właśnie tutaj można dać się ponieść przez delikatny prąd rzeki i pokonać w ten sposób około 300-metrowy odcinek. Z kolei Thermal Pools odebraliśmy jako wizytę na emeryckim baseniku, elegancko wybetonowanym (schody, ściany, podłoga), by nikomu nic złego się nie stało.

 

 

Park Narodowy Nitmiluk – 13 gorgów, 1 wodospad i 0 zachwytów

Gorge czyli australijska specjalność – woda słodka, zazwyczaj płynąca (zasilana przez rzekę lub strumień), czasem z niewielkim wodospadem lub innym „ciurkaniem”, otoczona przez skały. I znowu nie możemy powstrzymać się od porównań… Mając w pamięci norweskie fiordy, australijskie gorges jakoś nie robią na nas większego wrażenia. Tak też było w przypadku Katherine Gorge w Parku Narodowym Nitmiluk. Powszechnie panująca opinia jest taka, że jest to najpiękniejszy gorge w całej Australii. Trudno powiedzieć, czy jest to prawda. Na pewno jest długi, gdyż składa się z trzynastu gorges połączonych ze sobą. Można go podziwiać w dwojaki sposób – z wody, podczas rejsu łódką, albo z góry, spacerując po jego skalnych ścianach. W obu przypadkach możliwe jest zobaczenie tylko pięciu pierwszych gorges, pozostałe pozostają niedostępne dla turystów. My, oczywiście, wybraliśmy drugą z dostępnych opcji zwiedzania i w rezultacie odbyliśmy trzygodzinny spacer na Pat’s Lookout do gorge numer dwa. Niestety, widoki na szlaku oraz po dotarciu na punkt widokowy bardzo nas rozczarowały, tak więc zupełnie niezrozumiałe są dla nas zachwyty związane z tym miejscem. Druga atrakcja parku to Edith Falls czyli kaskadowe wodospady z basenami do kąpieli zlokalizowane na różnych poziomach. Nam podobał się basen „górny” (20-minutowa wspinaczka), ale nadal pozostaliśmy dalecy od zachwytów. Ponownie odmiennie sytuacja przedstawia się w przypadku odwiedzających to miejsce Australijczyków, którzy potrafią od wczesnych godzin porannych stać w długiej kolejce w oczekiwaniu na wolne miejsce na pobliskim campingu. A dodać należy, że w tej konkretnej lokalizacji miejsca campingowe wyczerpują się już w godzinach dopołudniowych (10-11 rano). Podsumowując, w naszej opinii, Park Narodowy Nitmiluk to jedno z bardziej przereklamowanych miejsc w Australii.

 

 

Park Narodowy Kakadu – Wodospad bez wody i spotkania z kulturą aborygeńską bez udziału Aborygenów

 Ostatniego dnia lipca rozpoczęliśmy naszą wizytę w Parku Narodowym Kakadu czyli w jednym z największych i najbardziej znanych parków narodowych Australii. Dla turysty to punkt obowiązkowy w programie zwiedzania min. z  uwagi na fakt, że jest to jedno z kilku miejsc w Australii, które zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Pozostałe nam znane to Park Narodowy Purnululu zwany również Bungle Bungle, Park Morski Ningaloo oraz Shark Bay. Wszystkie wymienione  zlokalizowane są w Zachodniej Australii.

 

Park Narodowy Kakadu położony jest bardzo blisko Darwin, jednego z niewielu dużych miast na północnym wybrzeżu kontynentu, tym samym gwarantując turystom z Europy dobry i łatwy dostęp. Fakt ten skutkuje tym, że w miesiącach kiedy trwają europejskie wakacje (miesiące lipiec-sierpień), park jest bardzo zatłoczony. Z drugiej jednak strony wszystkim tym, którzy planują odwiedzić kiedyś ten zakątek, sugerujemy ustalić termin wizyty właśnie na ten czas, gdyż po zakończeniu pory mokrej część atrakcji bywa pozamykana nawet do końca czerwca i dalej. Inna kwestia, na którą należy zwrócić uwagę wszystkim zainteresowanym odwiedzeniem tego miejsca, związana jest z odpłatnością. Park Narodowy Kakadu to jeden z dwóch parków narodowych Terytorium Północnego, za wstęp do którego trzeba zapłacić i to konkretne pieniądze – od tego roku po 40 dolarów australijskich od osoby (ok. 120zł) za bilet ważny przez dwa tygodnie. Osobną kategorię stanowią opłaty za nocleg na parkowych campingach, które też nie należą do niskich. Z opłat wnoszonych przez odwiedzających prawie 40% idzie bezpośrednio do pierwotnych właścicieli gruntu czyli do Aborygenów i tym samym nie zostaje wykorzystana na cele parku. Co więcej, w parku jest wiele miejsc związanych z kulturą aborygeńską (malowidła naskalne, miejsca kultu, centrum kultury aborygeńskiej), mimo to w żadnym z nich nie spotkaliśmy ani jednego przedstawiciela tej grupy społecznej, który chciałby podzielić się z turystami wiedzą i ciekawostkami związanymi z obyczajami i kulturą jego przodków…

Przez obszar parku przechodzi droga asfaltowa (!), a do poszczególnych atrakcji podjeżdża się drogami asfaltowymi lub drogami bez asfaltu. Drogi bez asfaltu są w większości tragicznej jakości.

Sam park jest duży (składa się z 7 regionów) i zwiedzanie go przy założeniu, że stacjonuje się cały czas w tym samym miejscu jest niemożliwe. Z tego też względu kilkakrotnie zmienialiśmy miejsce pobytu. Pierwszą noc spędziliśmy na Gunlom Camping, u podnóża wodospadu o tej samej nazwie. W tym czasie wodospad ledwo kapał. Na punkcie widokowym znajdującym się na szczycie wodospadu było trochę krystalicznie czystej wody, w której co niektórzy zażywali kąpieli pomimo tego, że w całym parku nie rekomenduje się wchodzenia do wody z uwagi na zagrożenie występowania krokodyli. Tak więc nam, osobom nie kąpiącym się, pozostało delektowanie się dość ładnym widokiem na park.

Na Gunlom Camping planowaliśmy spędzić dwie noce, ale już po pierwszej opuściliśmy to miejsce, bowiem ze względu na australijski długi weekend panował tam olbrzymi tłok. Przenieśliśmy się zatem na Maguk Camping, dużo mniej popularny i mniej zatłoczony, a przy tym otoczony przez przyrodę ożywioną i nieożywioną. Nasz namiot rozbiliśmy w pobliżu wysokiej na ponad 2 metry termitiery. Z campingu mieliśmy również blisko do kolejnej atrakcji w postaci wodospadu Maguk, który był ładny i miał nawet wodę :).

 

W tym miejscu ciekawostka: Po północnej części Australii najlepiej podróżować w porze suchej czyli w miesiącach maj – październik. Decydując się na taki termin należy jednak pamiętać o tym, że jak sama nazwa wskazuje, wody jest mało (z każdym kolejnym miesiącem jest jej coraz mniej). Tak więc atrakcje w postaci gorges, wodospadów, rzek i innych oczek wodnych będą wyglądały „troszkę” inaczej niż na pocztówkach i folderach reklamowych, na których prezentowane są oczywiście podczas pory mokrej lub zaraz po jej zakończeniu, bo w ten sposób wyglądają najbardziej imponująco i zachęcająco. Gdybyście jednak zdecydowali się podróżować po tych rejonach w porze mokrej, bierzcie pod uwagę, że trzeba liczyć się z temperaturami wynoszącymi ponad 40 stopni, olbrzymią wilgotnością powietrza (klimat tropikalny) oraz z często pozalewanymi drogami, co oznacza, że wiele z atrakcji będzie niedostępna drogą lądową. W takiej sytuacji jedyny możliwy sposób zobaczenia ich to zwiedzanie z powietrza. Z tego też powodu wycieczki helikopterami oraz małymi samolotami są tak popularne w Australii. Inna kwestia dotyczy tego, że Australijczycy nie są przyzwyczajeni do długich i trudnych spacerów, tak więc zwiedzanie z powietrza daje im możliwość zobaczenia wiele bez wkładania w to większego wysiłku. A że taka przyjemność, zależnie od lokalizacji, kosztuje małą fortunę (150-400AUD/os za lot 20-30min), kto by się tym przejmował :). 

 

Na kolejny postój w parku wybraliśmy Garnamarr Camp. Po drodze na wspomniany camping zwiedziliśmy Yellow Water Wetland (wetland czyli specyficzne środowisko – woda, zarośla, dużo ptactwa), centrum kultury aborygeńskiej (dużo czytania, nuuuuuda) oraz Jim Jim Billabong (dziura ze stojącą wodą). Garnamarr Camp położony jest w pobliżu Jim Jim Falls czyli niedaleko jednej z najsłynniejszych atrakcji parku. Dojazd i dojście do wodospadu było iście off roadowe – przez piasek, po kamieniach i na koniec po olbrzymich głazach (miejscami chodziliśmy na czworakach). Wszystko po to, aby po dotarciu do celu zaliczyć kolejne rozczarowanie… po raz pierwszy w życiu widzieliśmy wodospad bez wody, ani kropelka nie spadała z góry.

Ostatnie trzy noce spędziliśmy na Sandy Billabong Camp. Camping położony jest w miejscu, z którego w łatwy sposób, w ramach jednodniowych wycieczek, mieliśmy możliwość zobaczyć 3 ostatnie regiony parku. Na początek udaliśmy się w Nourlangie Region, znany głównie z aborygeńskich malowideł naskalnych i ładnych widoków. Kolejnego dnia penetrowaliśmy East Aligator Region, gdzie odbyliśmy krótki spacerek Bardedjildij Walk (nic nadzwyczajnego) oraz zobaczyliśmy Cahills Crossing – dla nas jest to najciekawsze miejsce w całym parku. Spędziliśmy tam kilka godzin. Dlaczego? Ze względu na krokodyle (krokodyle słonowodne, mimo że jest to rzeka). Można je tam zobaczyć w olbrzymich ilościach jak dryfują leniwie w oczekiwaniu na rybkę. Dodatkowo w miejscu tym można zaobserwować ciekawe zjawisko – rzeka płynie w jedną stronę, by za kilka godzin… zmienić kierunek. Wyjaśnienie tej zagadki jest bardzo proste, niedaleko tego miejsca rzeka uchodzi do morza i kierunek płynięcia wody związany jest z morskimi pływami. W czasie odpływu woda w rzece (względnie klarowna i niezamulona) płynie zgodnie z zasadami czyli w kierunku do ujścia. Natomiast podczas przypływu woda morska wdziera się w koryto rzeki powodując zmianę kierunku, w którym rzeka płynie i powodując jej olbrzymie zamulenie. Czas zmiany pływów to moment, w którym obserwować można niezwykłe przedstawienie z udziałem krokodyli. Ale o tym i o samych „krokodylkach” napiszemy, zgodnie z tradycją, w kolejnym wpisie poświęconym australijskim zwierzakom :). Ostatnią atrakcją w parku był dla nas Ubirr czyli kolejne miejsce, w którym oglądaliśmy naskalną sztukę aborygeńską i podziwialiśmy krajobraz z punktu widokowego.

 

Podsumowując, w Parku Narodowym Kakadu spędziliśmy siedem dni. Nie widzieliśmy wszystkiego, ale widzieliśmy bardzo wiele, wystarczająco, aby wyrobić sobie opinię na temat tego miejsca. I jakkolwiek to zabrzmi, dla nas nie jest to najciekawsze miejsce w Australii. Jednak, jeśli dysponujesz ograniczonym czasem w podróży, to park jest na tyle zróżnicowany, że bez potrzeby pokonywania olbrzymich dystansów, możesz zobaczyć w nim wiele typowych dla Australii krajobrazów i zwierząt.

 

 

Park Narodowy Litchfield – Szlakiem wodospadów i oczek wodnych

Po wizycie w Darwin, do którego „zaglądnęliśmy” po zakończeniu zwiedzania Parku Narodowego Kakadu, udaliśmy się na Camping Florence Falls w Parku Narodowym Litchfield. Wspomniany park jest dużo mniejszy od Parku Narodowego Kakadu, więc zwiedzaliśmy go pozostając cały czas na tym samym campingu. Park położony jest w niewielkiej odległości od Darwin, tak więc również w tym miejscu bardzo często spotkać można turystów z Europy.

Główną atrakcją w parku są liczne wodospady, tym razem wszystkie były z wodą :). Inna atrakcja to termitiery, bardzo duże termitiery (jedna z nich miała wysokość około 5m, jej wiek szacowano na 50 lat). Pierwszego dnia pobytu w parku odpoczywaliśmy na campingu. Drugiego dnia wykonaliśmy olbrzymi wysiłek i poszliśmy wykąpać się w pobliskim oczku wodnym przy wodospadzie Florence Falls 🙂 (spacerek 15min w jedną stronę). Ostatni dzień przeznaczyliśmy na intensywne zwiedzanie. W efekcie zobaczyliśmy: Lost City (zdecydowanie nie tak emocjonujące jak Southern Lost City w Parku Narodowym Limmen), Tjaetaba Falls (małe oczko wodne, do którego trzeba było iść 45min w jedną stronę, ale w nagrodę za bohaterski marsz mieliśmy możliwość wykąpać się w tej „dziurze z wodą” tylko we dwoje, nie było tam bowiem innych turystów) oraz Wangi Falls (ładne miejsce z okazałym wodospadem i dużym basenem do pływania). W tym miejscu dodać należy, że Park Narodowy Litchfield to jedno z nielicznych miejsc w tej części Australii, gdzie bez strachu można zażywać kąpieli, tutejsze oczka wodne są wolne od krokodyli :). Na koniec dnia zajechaliśmy jeszcze z wizytą do miasta termitier położonego tuż za granicami parku.

 

 

Park Narodowy Judbarra Gregory – Nasz pierwszy w życiu baobab

 Podążając w kierunku granicy pomiędzy Terytorium Północnym a Australią Zachodnią zatrzymaliśmy się na krótką chwilę w Parku Narodowym Judbarra Gregory. To miejsce przyciągnęło naszą uwagę ze względu na możliwość zobaczenia baobabów. Wielkie było nasze zdziwienie, kiedy dowiedzieliśmy się, że drzewa te rosną również na kontynencie australijskim. Udało nam się także dowiedzieć, że nie są to rośliny „zaimportowane” z Afryki, ale naturalnie występujący tutaj gatunek. Podczas dalszej naszej podróży okazało się, że nie tylko w tym parku spotkać można te ciekawe drzewa, bowiem w Australii Zachodniej kraina geograficzna zwana Kimberly min. z baobabów słynie :).

 

 

Park Narodowy Keep River – Nasze największe zaskoczenie, a wszystko przez cebulę…

Byliśmy już bardzo blisko granicy z Australią Zachodnią, ale wjeżdżając do tego stanu należy pamiętać o tym, że na jego obszar nie wolno wwozić świeżych owoców i warzyw oraz miodu. Tak więc kiedy zorientowaliśmy się, że wieziemy ze sobą sporo pomarańczy i… cebuli, zaczęliśmy intensywnie zastanawiać się, gdzie by tu kilka nocy spędzić i zjeść to, czego przewieźć nie wolno :). Podróżując po Australii nauczyliśmy się min. tego, że jedzenie zawsze powinno zostać wykorzystane a nie wyrzucone. I w ten właśnie sposób trafiliśmy do Parku Narodowego Keep River.

Nie wiedzieliśmy wiele o tym miejscu, gdyż żaden z naszych rozmówców nam o nim nie wspominał (w Australii najwięcej informacji turystycznych można uzyskać od innych turystów a nie z folderów czy punktów informacyjnych). Można więc było przypuszczać, że nie ma w tym parku nic interesującego. Nic bardziej mylnego. W miejscu tym osiedliśmy na trzy noce, odbyliśmy dwa spacerki po wytyczonych w parku ścieżkach: Gurrandalng Walk – między skałkami, w pobliżu naszego campingu oraz Jarnem Walk – dystans 7km, podczas którego mieliśmy okazję podziwiać formy skalne wyglądem przypominające te z Parku Narodowego Purnululu (o tym parku będzie już w kolejnych postach).

W tym miejscu, podobnie jak w wielu innych, zintegrowaliśmy się z parą Aussie (w większości odwiedzanych miejsc spotykamy głównie turystów australijskich, wyjątkiem w tej części podróży był Parki Narodowe Litchfield i Kakadu). Podczas rozmowy z nimi zdobywaliśmy min. odznakę „mechanik samochodowy”. W trakcie zajęć teoretycznych i omawiania zagadnienia jak winno prawidłowo wyglądać zawieszenie w przyczepce okazało się, że nasze stanowi modelowy przykład popsutego zawieszenia :). Prawdopodobnie wiele kilometrów wcześniej połamaliśmy sprężynę, być może zdarzenie to miało miejsce na paskudnych drogach w Parku Narodowym Limmen… Któż to wie, przecież wcześniej nie zaglądaliśmy we wskazane nam właśnie miejsce, a objawy nie były na tyle uciążliwe, aby doszukiwać się problemu :). W rezultacie, zaraz po wjechaniu na teren Australii Zachodniej udaliśmy się do najbliższego miasta czyli do Kununurra w poszukiwaniu mechanika samochodowego… z wykształcenia :).

 

 

Na Terytorium Północnym spędziliśmy łącznie półtora miesiąca w dwóch turach, wyłącznie podróżując i zwiedzając ten australijski stan. Pierwszy raz przebywaliśmy tutaj dwa tygodnie, w drugiej połowie maja 2016 roku. Odwiedziliśmy wtedy inne parki narodowe, które scharakteryzować można pokrótce w sposób następujący:

Park Narodowy Uluru – Kata Tjuta – Magiczne chwile w centrum niczego,

Park Narodowy Watarrka – Królewskim szlakiem po królewskie widoki,

Park Narodowy West Macdonnell – Nasz pierwszy w życiu gorge,

Park Narodowy Finke Gorge – Nasz pierwszy w życiu prawdziwy off road,

Karlu Karlu (Devil’s Marbles Conservation Reserve) – Skałki, które się fizyce “opierały”.

 

Na ten moment Terytorium Północne jest naszym faworytem w kategorii przepięknych okoliczności przyrody, szczególnie tych występujących w parkach narodowych.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Parki Narodowe Terytorium Północnego

  1. […] Niby nic szczególnego – formacje skalne, które wyglądają jak budynki. Na nas jednak widok ten zrobił niesamowite wrażenie. Szczególnie, że na campingu mieliśmy „miejscówkę” z widokiem centralnie na Zaginione Miasto, camping nie był zatłoczony, do tego nad głowami przelatywały nam dziesiątki różnokolorowych papug. Czego chcieć więcej? O naszej wizycie w tym parku możecie poczytać tutaj. […]

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s